Gdy wzeszło słońce, zaczęliśmy szukać Patrici. Wzięłam to, co ostatnio, czyli apteczkę i plecak. Pogoda niestety nie dopisuje. Pada deszcz. Po prostu kolejna ulewa. Jednak nie zrezygnowaliśmy z planu poszukiwania Patrici. Martwię się o nią. Pani Winker, Virginia i ja poszliśmy w stronę dziczy, gdzie ostatnio znaleźliśmy Virginię. Szłam jako pierwsza. Chodziłam chaotycznie, nie patrząc pod nogi. Biegłam przed siebie, by tylko odnaleźć moją przyjaciółkę. I musiałam oczywiście potknąć się o gałąź. Nie złamałam nogi, ale zraniłam się kolcem. Dobrze, że była pani Winkler, bo nie wiem, co by było. Szybko zabandażowała opatrunkiem nogę. Akurat prawą. No to mam pecha. Jednak los był po naszej stronie. Zauważyłam Patricię, która leżała nieruchomo przy drzewie.
-Patrcia! O boże. Patricia, słyszysz mnie?
-Nie reaguje. Co teraz?
-Zabierzmy ją stąd.
Po kilku minutach byliśmy w chatce pani Winkler. Położyliśmy Patricię na łóżko.
-Nic jej nie będzie?
- Jest nieprzytomna. Musicie jak najszybciej wydostać się z tej wyspy. Zadzwonię po pomoc i polecicie do Nowego Orleanu, helikopterem.
Jednak pobyt na wyspie dobiega końca. Cieszę się, ale teraz najważniejsza jest Patricia.
-Wakacje poczekają. Musi wyzdrowieć. Musi!!!
Musi to sie dusi czowiek :D
OdpowiedzUsuń